Ustawa o repatriacji

Sierpień 1, 2019

Możliwości naprawy krzywd historycznych wobec Polaków wywiezionych na Wschód daje przyjęta przez Sejm w 2017 roku ustawa repatriacyjna. Realizuje ona obietnice złożone przez rząd podczas spotkania ze środowiskami repatrianckimi z okazji 80-rocznicy pierwszej masowej deportacji Polaków do Kazachstanu przez władze sowieckie.

Znowelizowana ustawa o repatriacji, za którą odpowiedzialny z ramienia rządu jest Minister Henryk Kowalczyk, otwiera zupełnie nowy rozdział w stosunkach między przesiedleńcami a państwem polskim. Dotychczas, za powrót rodaków ze Wschodu odpowiadały samorządy, które nie miały wystarczających sił i środków, żeby zapewnić repatriantom dobry start. Dlatego na zaproszenie rodzin z Kazachstanu odważały się tylko nieliczne. Gminom brakowało mieszkań dla sprowadzonych rodzin, a to w ich gestii było udostępnienie lokum. Równocześnie należało zapewnić przesiedlonym środki do utrzymania, miejsca pracy, naukę języka polskiego, pomóc w przystosowaniu przesiedlonych do nowego życia w ojczyźnie przodków. 

Pod skrzydłami państwa

Obecnie, w myśl nowej ustawy, to już nie samorząd, lecz państwo polskie jest odpowiedzialne za los przesiedlonych. Minister środowiska Henryk Kowalczyk, który jest Przewodniczącym Rady Krajowej Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, opiekującego się repatriantami, ocenia, że proces powrotu rodaków przebiega bardzo dobrze. Jak mówi, jest bardzo wielu chętnych do przyjazdu do Polski, są przyjmowani znakomicie, idzie to sprawnie – ocenia minister Kowalczyk. Minister witając pierwszą grupę repatriantów zadeklarował: Chcemy, by w ciągu najbliższych lat wszyscy ci, którzy czują się Polakami, którzy odważnie wpisywali sobie do paszportu kazachstańskiego polską narodowość, mieli możliwość powrotu do ojczyzny. Jak powiedział: Pamięć o przodkach jest podstawą do zachowania polskiej tożsamości na obczyźnie. Dzięki niej potomkowie Polaków w Kazachstanie do dziś kultywują polskość i czują się Polakami, a co za tym idzie – chcą wracać do ojczyzny. Naszym zadaniem jest wspieranie miłości do Polski wśród rodaków na obczyźnie, czego wyrazem jest magazyn, który trzymają Państwo w rękach.

Pułtuski Dom Polonii

Pierwsza grupa repatriantów przybyła do Domu Polonii w Pułtusku. Blisko 150 Polaków przybyło z Kazachstanu – dokładnie z okolic Kokczetaw, ze wsi Jasna Polana, Tajynsza, Kellerowka, Donieckoje, Podolskoje, Oziornoje. Przez rok repatrianci muszą nauczyć się żyć w ojczyźnie. Przede wszystkim poznać język polski, bo wielu z nich, zwłaszcza młodszych, bardzo słabo posługuje się językiem lub nawet nie zna go wcale. To czas na załatwianie formalności np. na nostryfikację dyplomów, uzyskanie uprawnień emerytalno-rentowych itp., ewentualne przekwalifikowanie, znalezienie pracy. Po roku pobytu w Domu Polonii repatrianci powinni stanąć na własnych nogach. Jest to czas na wynajęcie lub kupno własnego mieszkania. Pułtuscy repatrianci póki co, patrzą w  przyszłość z dużą nadzieją. Są przyjmowani z wielką serdecznością w gościnnym Pułtusku i otoczeni troskliwą opieką, którą zapewnia im Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. 

Rządowy program powrotu Polaków do Ojczyzny ma potrwać  do 10 lat, czyli do roku 2026. Szacuje się, że powrotem do Polski może być zainteresowanych jeszcze  ok 10 tys. osób, głównie z Kazachstanu. W projekcie ustawy na ten cel przeznaczono (w perspektywie całej dekady) z budżetu państwa około 430 mln zł. To sporo, ale krzywd, jakich ci ludzie doznali tylko za to, że byli Polakami i tej polskości się nie wyparli, nie da się przeliczyć na żadne pieniądze. Ostateczne sprowadzenie rodaków na łono ojczyzny to moralny obowiązek nas wszystkich.